środa, 1 lutego 2017

Wszystko jasne....


Szpital za szpitalem, wizyty, w tym też prywatne, tyle tego, że w zasadzie bez nawigacji trafiamy do określonej placówki medycznej w Warszawie:). Zawsze zdenerwowanie i oczekiwanie; tym razem było spokojniej - spóźnieni, ale bez stresu dojechaliśmy na "pogaduszki" z lekarzem. Rozmowa nie wniosła zbyt dużo, bardziej uzyskaliśmy potwierdzenie, że analizując nasz gen i objawy występujące u Julki nie mają wątpliwości, że ta właśnie mutacja zabrała jej szanse na normalne życie. Dostaliśmy napady, lęki, opóźnienie psychoruchowe większego kalibru i cienia szans na cudowne uzdrowienie.
Zakończyliśmy etap badań - nie ma już bardziej szczegółowych i nie ma wątpliwości, że KCNB1 przyczynił się do obecnego obrazu choroby naszej córki. W zasadzie powinno być tak, że jest wynik to jest diagnoza, ale w genetyce nie dokońca tak to wygląda. Oprócz wyniku jest analiza "obrazu" dziecka; tak np. dodatkowa mikroduplikacja występująca u Julki mogła mieć np. wpływ na jej wadę stóp, lekarze uważają jednak, że jest zbyt mała aby mogła spowodować tak dużą niepełnosprawnośc psychoruchową. Winny jest KCNB1...

Ewelina 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz